...Okazuje się że tak, wystarczy sobie tylko zapożyczyć pomysł, zgromadzić kilka potrzebnych elementów i już można udawać kogoś lub coś czym się nie jest...
Jakiś czas temu pojawiła się informacja że Nowy Ekran ukaże się w wersji papierowej w postaci tygodnika, który ma się ukazywać w całej Polsce, w czwartki. Nakład tygodnika przewidywany jest na 100.000 sztuk. Zorganizowanie logistyki takiego przedsięwzięcia wymaga ogromu czasu, dlatego nie ma się co dziwić że termin ukazania się tzw. zerówki Nowego Ekranu był już przesuwany w czasie. Złośliwi twierdzą że papierowa wersja Nowego Ekranu nie ukaże się nigdy. Nie wiem, być może, ale nie ma co gdybać, zainteresowani papierową wersją tygodnika muszą poczekać.
Czy można podrobić coś co się jeszcze nie ukazało?
Okazuje się że tak, wystarczy sobie tylko zapożyczyć pomysł, zgromadzić kilka potrzebnych elementów i już można udawać kogoś lub coś czym się nie jest. „Tygodnik Nowy Ekran” jest już dostępny w internecie, z tym że redakcja Nowego Ekranu z tym pomysłem nie ma nic wspólnego.
„Tygodnik Nowy Ekran” a raczej coś co udaje Tygodnik Nowy Ekran znajduje się pod adresem http://www.platynowylenav174el.podhale.pl/nowy-ekran-tygodnik.html Po wejściu na w/w stronę naszym oczom ukazuje się kilkadziesiąt tytułów wpisów różnych autorów które zostały już opublikowane w portalu Nowy Ekran, a nad tą lista jest widoczny duży niebieski przycisk na którym widnieje „POBIERZ, PREDKOSĆ DO 25 MBIT/S”.
Po kliknięciu w przycisk „POBIERZ” otwiera się nowa podstrona, i rozpoczyna się kilkusekundowe odliczanie czasu do pobrania pliku, a następnie pojawia się okienko na którym widać napis „Aby pobrać plik, musisz być zalogowany. Rejestracja jest darmowa!” oraz drugi napis „Rejestracja zajmie jedynie 20 sekund”.
Jeśli klikniesz w przycisk rejestracji to po kliknięciu otwiera się nowa strona pobieraczek.pl Na temat tej strony oraz firmy która zajmuje się jej obsługa napisano wiele, Pobieraczkiem oraz firmą Eller Service S.C. z siedzibą w Słupsku zajmował się między innymi UOKiK, (tu do pobrania decyzja UOKiK) W decyzji tej można przeczytać miedzy innymi że: uznaje się za praktykę naruszającą zbiorowe interesy konsumentów, o której mowa w art. 24. Ust. 1 i 2 pkt 3 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów działanie w/w przedsiębiorców polegające na stosowaniu reklamy wprowadzającej w błąd co do bezpłatności świadczonych usług w okresie 10 dni od dnia zawarcia umowy oraz do okresu, na jaki umowa zostaje zawarta, co narusza art. 4 ust. 1 i 2 w zw. z art. 5 ust 1 ustawy z dnia 23 sierpnia 2007 roku o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym (Dz. U. Nr171, poz. 1206) i godzi w zbiorowe interesy konsumentów. I nakazuje się zaniechania jej stosowania”.
O co chodzi w Pobieraczku?
Rejestrując się na stronie Pobieraczek.pl otrzymujesz dostęp do USENETU, czyli do miejsca gdzie można znaleźć różnego rodzaju treści legalne i nielegalne, filmy, gry, programy komputerowe. Po zarejestrowaniu masz 10 dni bezpłatnego okresu próbnego, podczas których przysługuje ci prawo do pisemnego odstąpienia od umowy (fax, email itp.). Po upływie 10-dniowego okresu próbnego ważność i koszt umowy zgodnie z Regulaminem, czyli musisz opłacić abonament. Jeśli nie opłacisz abonamentu ani nie zrezygnujesz z konta będą ci naliczane do zapłacenia koszty abonamentu plus odsetki w wysokości czterokrotności stopy procentowej kredytu lombardowego Narodowego Banku Polskiego.
Fragment regulaminu serwisu Pobieraczek
§ 4. Warunki zawierania i rozwiązywania umowy o świadczenie usługi drogą elektroniczną
Zawieranie umowy na świadczenie Usługi Usenet realizowane jest na stronie pobieraczek.pl i realizowane jest poprzez rejestracje danych potencjalnego Usługobiorcy oraz faktyczne zlecenie realizacji Usługi Usenet w udostępnionym na wskazanej stronie formularzu rejestracyjnym.
Usługobiorca obowiązany jest do uiszczenia wynagrodzenia z tytułu realizacji Usług Usenet w wysokości wynikającej z wybranego pakietu cenowego. Za dzień uiszczenia wynagrodzenia Usługodawca uważa datę wpływu wynagrodzenia na rachunek bankowy Usługodawcy.
Nieterminowe uiszczanie należności z tytułu realizacji Usług Usenet skutkować będzie naliczaniem odsetek w wysokości czterokrotności stopy procentowej kredytu lombardowego Narodowego Banku Polskiego.
Usługobiorcy, który zawarł umowę o świadczenie usług wskazanych w Regulaminie, przysługuje prawo do odstąpienia od umowy o świadczenie Usług Usenet w terminie 10 dni od dnia zawarcia przedmiotowej umowy. Wskazane w zd. 1 odstąpienie dla skuteczności winno zostać zrealizowane poprzez przesłanie pisemnego oświadczenia lub poprzez przesłanie stosownego oświadczenia woli w formie wiadomości poczty elektronicznej przesłanej na adres bok@pobieraczek.pl.
Phishing URL
Podczas przebywania na stronie http://www.platynowylenav174el.podhale.pl/nowy-ekran-tygodnik.html i odczekaniu dłuższej chwili pojawia się kolejne okno, z informacją że plik jest już gotowy do pobrania. Jeśli klikniesz „aby pobrać plik” zostaniesz przekierowany na stronę www która wyłudza dane, jaki adres tej strony oraz jakie dane – nie sprawdzałem gdyż tą stronę zablokował mój program antywirusowy (antywirus + firewall).
Reasumując, można podrobić nawet papierową wersję tygodnika Nowy Ekran, tygodnik ten jest oczekiwany przez sporą grupę odbiorców, więc jeśli się dobrze przemyśli całą akcję takiej podróbki to jest możliwość aby na tym zarobić, i tak też uczynili twórcy strony http://www.platynowylenav174el.podhale.pl
Wnioski:
- zawsze czytaj to co jest napisane drobnym druczkiem, a jeśli czegoś nie rozumiesz – zapytaj innych,
- zawsze używaj systemu operacyjnego w którym jest zainstalowany komplet aktualizacji które łatają wszelkiego rodzaju tylne furtki umożliwiające wejście do Twojego systemu opracjnego
- zawsze używaj załączonego programu antywirusowego oraz załączonego firewalla
Spełnienie tych trzech elementarnych wytycznych może cię ustrzec przed zbędnymi kosztami, reinstalacjami systemu operacyjnego czy innymi informatycznymi kłopotami.




W czerwcu 2012 roku Bielskie Centrum Kultury proponuje:
koncerty zespołów Vaya Con Dios, Red Hot Chilli Pippers,
„Europa w tańcu”, Pat Metheny Unity Band oraz widowisko „Skrzypek na Dachu”.
23 kwietnia 2012 minęło 4 lata mojego blogowania. To już czwarte urodzinki. Mój blog dwukrotnie zmieniał miejsce i adres, dopiero za trzecim razem przeniosłem go na własną domenę, www.pluszaczek.com i pod tym adresem jest do tej pory.
Fundacja Zapobiegania i Resocjalizacji Uzależnień „Nadzieja” zaprasza na „Piknik rodzinny z Nadzieją” który odbędzie się w dniu 26 maja 2012 r. w Bielsku-Białej na terenach przy hali „Pod Dębowcem” przy ul. Karbowej 26.
Ja bym zlozył zawiadomienie o przestępstwie
Może lepszy byłby tytuł "Tygodnik Nowy Ekran na "podhale.pl — OSZUSTWEM"
I zaraz pod tym tekst o tym, że mają oszukańcze umowy — jakich nie powinno się podpisywać...
Może to zemsta za akcję ACTA.
To myśl warta refleksji, skoro po 70 latach nic nie straciła ze swojej aktualności i nadal zawiera głęboką prawdę o rosyjskim reżimie. Największą siłą sowieckiej doktryny oraz gwarancją powodzenia operacji tajnych służb, była zawsze doskonale prowadzona i funkcjonalna dezinformacja.
Gdy na początku maja 2010 roku, w nieco prowokacyjny sposób pytałem na blogu: czy Putin jest idiotą? – napisałem wówczas, że jeśli mamy przyjąć, iż 10 kwietnia doszło do tajnej operacji służb rosyjskich, trzeba też uznać, że mielibyśmy do czynienia z największą i najpoważniejsza tego typu operacją w historii służb specjalnych. Jej zakres nie da się porównać z żadną znaną ingerencją tajnych służb. Katastrofa w Gibraltarze, zabójstwo Kennedy'ego, zamach na Jana Pawła II czy „zamachy terrorystyczne” w Rosji, nie mogą być porównywalne z operacją, w której ginie urzędujący prezydent, grupa najwyższych rangą dowódców wojskowych oraz elita oficjeli, a ich śmierć znacząco zmienia obraz Europy i wpływa na szereg procesów politycznych.
Jest oczywiste, że działaniom tajnych służb musiałyby wówczas towarzyszyć nadzwyczajne środki zabezpieczające, adekwatne do wagi operacji, jaką przeprowadzono. Środki nie tylko techniczne, ale przede wszystkim maskujące zbrodnicze działania - podejmowane przed, w trakcie i długo po przeprowadzeniu zamachu. W działaniach strony rosyjskiej takie środki widoczne są przed 10 kwietnia (np. gra ambasadora Grinina wokół listu prezydenta Kaczyńskiego czy udaremnienie kontroli lotniska ) oraz już w chwilę po katastrofie, gdy do mediów zaczęły napływać fałszywe, spreparowane wiadomości. Dziś już wiemy, że ogólna skala dezinformacji jest porównywalna tylko do sowieckich matactw w sprawie Katynia i ta okoliczność zdaje się stanowić najmocniejszą przesłankę, by w tragedii smoleńskiej dostrzec znak rosyjskiego sprawstwa. To w tym obszarze mamy do czynienia z wręcz klasyczną „głęboką akcją polityczną, nacechowaną treścią dywersyjną, rozkładową i propagandową.”
Zatrzymanie w rękach Rosjan wszystkich dowodów rzeczowych i oparcie całej narracji na materiałach udostępnionych przez FR, umożliwiało nie tylko zachowanie pełnej kontroli nad śledztwem, ale przede wszystkim panowanie nad obszarem dezinformacji. Dlatego wszelkie analizy, spekulacje i hipotezy oparte w całości na źródłach rosyjskich można zaliczyć na poczet udanych kampanii dezinformacji. Każda kolejna i powielanie już istniejących, stanowiły rodzaj dezinformacyjnego „perpetuum mobile” – napędzając proces, u którego kresu zawsze był ślepy zaułek. Dlatego Rosjanie nie musieli obawiać się żadnej, najbardziej fantastycznej hipotezy - byle tylko nie przybliżała do prawdy.
W tekście z maja 2010 roku napisałem, że jeśli ktoś sądzi, iż płk Putin i podległe mu służby dokonały zamachu lub w jakikolwiek inny sposób ingerowały w katastrofę z 10 kwietnia i pozostawiły przy tym widoczne ślady, które bystry umysł amatora - analityka przekuje na niepodważalne dowody - trzeba mu powiedzieć, że uważając Putina za idiotę, wykonuje dla niego doskonałą i pożądaną robotę.
Dzieje się tak nie dlatego, jakoby rosyjskie służby miały być wszechmocne i nieomylne, ale z tej przyczyny, że nie rozumiejąc lub lekceważąc siłę dezinformacji – czynimy z niej broń najgroźniejszą, a nawet samobójczą, jak wówczas, gdy ofiara używa jej przeciwko sobie. Myślę, że ci, którzy wciąż dywagują o dezinformacji niespecjalnie zdają sobie sprawę, że nie polega ona na przekazie fałszywych wiadomości i zmyleniu nimi przeciwnika, ale na posłużeniu się nim samym do sprokurowania fałszu. Znajomość ludzkiej natury, a szczególnie jej słabości, stanowi o sile tej metody. Stosowana przez Rosję dezinformacja ma na celu zmuszenie przeciwnika, by to on sam stworzył fałszywą tezę – nawet w oparciu o prawdziwą informację, a uwierzywszy w nią dostosował wszystkie pozostałe przesłanki do własnych wyobrażeń. W tej metodzie nie trzeba okłamywać przeciwnika, ponieważ on sam wprowadza się w błąd i z każdym następnym krokiem pogrąża w niewiedzy. W rezultacie, nie tylko nie jest w stanie pokonać wroga, ale dostrzega go w zupełnie kim innym lub lokalizuje w całkowicie błędnym miejscu.
Jej skuteczność jest szczególnie widoczna w przypadku hipotez przyjętych a priori lub takich, które w obawie przed pułapką dezinformacji, traktują tragedię smoleńską jako akt „totalnej mistyfikacji”, podważając nie tylko jej okoliczności, ale również negując miejsce i czas zdarzenia. Hipotezy takie bazują na skądinąd słusznym założeniu, że służby rosyjskie kłamią zawsze i wszędzie, a skoro tak się dzieje, należy bezwzględnie odrzucać i podważać wszystko, co podaje nam aparat dezinformacji.
O jednej z tych hipotez, według której „10 kwietnia w Smoleńsku doszło do totalnej mistyfikacji (na niewyobrażalną skalę), tzn. że wszystkie zdjęcia z miejsca katastrofy nie pokazują polskiego tupolewa, lecz rosyjską wydmuszkę, a prawdziwa katastrofa/zestrzelenie itd. samolotu z delegacją prezydencką zaszły gdzie indziej” - tak pisał 12 maja 2010 roku pewien znany bloger: „Gdyby spadł jakiś drugi tupolew, to cała akcja związana z katastrofą musiałaby być przeprowadzona na dwóch poziomach: zabezpieczenie pierwszej katastrofy (tajnej) i osłona drugiej (tej na pokaz). Pomijam już ilość ludzi, którzy musieliby być wtajemniczeni w taki plan i jego realizację (włącznie z eliminowaniem lub neutralizowaniem przypadkowych świadków), a którzy musieliby trzymać język za zębami (w Rosji oczywiście jest to do wyobrażenia, jeśli wczytamy się w książki znawców rosyjskiej rzeczywistości), ale taka operacja musiałaby być też zabezpieczona od strony „zewnętrznego wyglądu”. Musiano by zabezpieczyć przebieg takiej operacji nie tylko przed przypadkowymi świadkami, ale i przed przechwyceniem przez amerykańskie satelity szpiegowskie (wszak w pewnym momencie lotu pojawiałby się drugi tupolew – skądś startujący i lecący do Smoleńska, a polski tupolew musiałby być zepchnięty gdzieś indziej lub zestrzelony).”
To niezwykle trafne uwagi – bo nawet osoba średnio zorientowana w tajnych operacjach rozumie, że łatwiej jest kogoś „zlikwidować”, niż upozorować jego likwidację. Łatwiej też zatrzeć ślady zbrodni, niż je preparować. Podobnie, jak łatwiej powierzyć tajemnicę kilku osobom, niż angażować do niej tłumy i narażać się ryzyko wpadki. Jeśli zatem ktoś przyjmuje, że doszło do „totalnej mistyfikacji”, musiałby w pierwszej kolejności odpowiedzieć na pytanie: dlaczego służby zamachowca wybrały trudniejszy i bardziej skomplikowany sposób działania, jeśli ten sam cel mogły osiągnąć stosunkowo prostą i bezpośrednią metodą? Dopiero logiczna i wsparta o dowody odpowiedź na to pytanie, uprawniałaby do dalszych, choć wcale nie łatwiejszych poszukiwań.
Wskazuję na tę hipotezę, ponieważ na jej przykładzie można prześledzić skuteczność rosyjskiej dezinformacji i dostrzec sposób jej funkcjonowania. Odkąd bowiem pojawiła się teza o „maskirowce”, a jej zwolennicy przyjęli ją w formie dogmatu - wszystkie okoliczności zdarzenia z 10 kwietnia, rozliczne rozbieżności w zeznaniach świadków czy niezgodności w materiałach faktograficznych, nabrały cech poszlak świadczących o „wielkiej mistyfikacji”.
Niczym wzorzec z Sevre, hipoteza ta przykładana do każdej przesłanki, wskazywała na jej prawdziwość lub fałsz i bez względu na osobę obnażała prawdziwe intencje. Każdy zaś, kto jej przeczył lub wskazywał na inny przebieg zdarzeń, musiał być postrzegany jako nosiciel rosyjskiej dezinformacji i wróg prawdy.
Ten zadziwiający radykalizm zdawał się wynikać z zasady, której trudno odmówić słuszności: wróg posługuje się po mistrzowsku dezinformacją, ja zatem będę od niego mądrzejszy i zaprzeczę nawet temu, co wydaje się bezsporne lub zgodne z rozumem. Im więcej zaś pojawia się dowodów podważających moją hipotezę, tym mocniej dowodzą one sprawności dezinformacji.
Czy taka konstrukcja wymagała szczególnych działań agentury? Oczywiście nie i zapewne nie mają racji przeciwnicy hipotezy, oskarżając innych o agenturalne inklinacje.
Zbudowano ją bowiem na obserwacji zachowań użytkowników blogosfery i doskonałej znajomości ludzkiej natury. Musiała zakiełkować w środowisku ludzi inteligentnych i przekonanych o wartości swoich walorów poznawczych. Musiała wesprzeć się na autorytecie człowieka rozpoznawalnego, o dużych ambicjach i silnej osobowości. Musiała – wreszcie – znaleźć mocną reprezentację wśród osób zagubionych wobec tajemnicy Smoleńska i wzbudzić w nich przekonanie, że stali się posiadaczami „jedynej prawdy”. Ten elitarny lub wręcz sekciarski charakter hipotezy, miał z niej uczynić wiedzę niedostępną dla nosicieli rosyjskiej dezinformacji i odróżniać wyznawców „maskirowki” od pospolitych internautów, ekspertów czy naukowców.
Jeśli wymagała ewentualnej inspiracji, to tylko w tych obszarach, gdzie odwoływano się do czyichś ambicji, pychy lub poczucia wyższości. Było to szczególnie łatwe od czasu, gdy stworzono wizerunek wroga – dostrzegając go dokładnie tam, gdzie życzyliby sobie tego ukryci inspiratorzy. Po stworzeniu fałszywego wroga, działania inspiratorów ograniczają się do mnożenia zarzutów oraz dzielenia i konfliktowania ludzi wspólnie poszukujących prawdy.
Ten właśnie charakterystyczny rys pozwala zauważyć, że istnieje ścisła relacja między obecnymi działaniami, a metodą zastosowaną przed kilku laty dla dyskredytowania Raportu z Weryfikacji WSI. To bezbłędny azymut. Zwracałem na niego uwagę w tekście „METODA PROPAGANDOWEJ PREWENCJI” i trudno przypuszczać, by zwolennicy „totalnej mistyfikacji” nie dostrzegli tych związków. Epitety, ataki personalne i rozliczne, najbardziej plugawe insynuacje, mają sprawić, że dokument dotyczący tragedii smoleńskiej, opracowany pod kierunkiem Antoniego Macierewicza stanie się niewiarygodny, a jego treść zostanie odrzucona przez Polaków. Ta polityczna intencja staje się coraz wyraźniejsza i nic mocniej nie ujawnia kompromitującej wspólnoty celów.
Niezależnie, kto stoi za tą hipotezą, czyje ambicje ona karmi lub czyje urazy ma leczyć – to wspólne piętno ujawnia dziś rzecz jeszcze straszniejszą. Ci bowiem, którzy formułują rozmaite oskarżenia pod adresem ludzi pracujących z zespołem parlamentarny, podważają czyjąś uczciwość lub drogę życiową - przyjmują postawę tropicieli bardziej gorliwych, niż byli nimi ludzie komunistycznej bezpieki i ich spadkobiercy w służbach III RP. Nawet tym „specjalistom” od śmierci cywilnej nie udało się znaleźć żadnych komprmateriałów, na podstawie których mogliby skompromitować Antoniego Macierewicza lub współpracujących z nim ludzi. Nie wynika to bynajmniej z nieudolności owych „specjalistów” lecz jest dowodem, że takie materiały nie istnieją. Gdyby było inaczej – dawno zostałyby ujawnione.
Rozgrywanie tej karty, nie ma zatem nic wspólnego z poszukiwaniem prawdy, tym bardziej - z intencją wyjaśnienia okoliczności tragedii smoleńskiej.
Nie można nikomu zabronić forsowania dowolnej hipotezy, bo każda z sensownych analiz przybliża nas do wspólnego celu. Dotarcie do niego jest wręcz obowiązkiem każdego z nas – według sił i zdolność. Można też nie lubić Antoniego Macierewicza, uważać, że zbłądził lub wykonuje dziś niepotrzebną robotę.
Tam jednak, gdzie pojawia się ów charakterystyczny rys i objawia znany od lat sposób argumentacji oraz skrywana za nim metoda ataku - nie ma miejsca dla ludzi uczciwych , zaś każdy, kto uprawia ten proceder musi mieć świadomość, czyim głosem naprawdę przemawia.
Artykuł z bloga A.Ściosa
Pozdrawiam.
Pozycja jawi się być wygraną.
Pozdrawiam.
;)
Takie materiały istnieją. Chodzi mi o Aferę Na Kolskiej (w warszawskiej izbie wytrzeźwień z roku 2004-go). Opublikowałem je już dawno na forum Stanisława Michalkiewicza (FSM);
http://www.forum.michalkiewicz.pl/viewtopic.php?f=15&t=579
No i ma Pan dowód, że ktoś doświadczył i wyłapał jak PiS popiera stalinizm w Polsce.
Dzisiaj z perspektywy lat można powiedzieć tak; Grupa Kaczyńscy-Macierewicz-Naimski-Dorn-Ziobro-Mossad-CIA początkowo dogadywała się z WSI-owcami i SB-ekami. Wygrali wybory prezydenckie i parlamentarne, przejęli pieniądze z Pewexu (czyli tajny fundusz Służb) i... nastąpiła jakaś dekompozycja tej grupy. Mossad i CIA poswięciły swoich lokalnych współpracowników w Polsce na rzecz sojuszu z Rosją i Niemcami przeciwko Chinom i Iranowi. A Ci (Kaczyńscy i Spółka!) ani się nie umieli dogadać z ludźmi, którym odebrali forsę Pewexu, ani nie podzielili się tą masą kasyz z kolegami Sendeckiego z MW i LPR (czyli nie dokonali sprawiedliwego procesu restytucji dobra narodowego wyssanego przez SB/WSI z portfeli Polaków w czasach PRL do Szwajcarii). Co najgorsze - nie pilnowali się (prawdopodobnie zgłupieli od nadmiaru kasy), i jacyś pokrzywdzeni funkcjonariusze WSI/SB dokonali w tym momencie nieuwagi zamachu w Smoleńsku. Rosja o tym wiedzę posiada i milczy, bo bałagan w Polsce służy wplywom Rosyjskim. Kłamie w tej sprawie PiS, kłamie PO, kłamią Slużby Watykańskie, kłamią ludzie przychodzacy z Krzyżem pod Pałac Prezydencki... tylko TELEWIZJA NARODOWA mowi prawdę.
Cóż... trzeba to wszystko przetrwać, wiedzę zachować, poznawać prawdziwych Polaków i w swoim polskim sosie budować, ciułać, kleić... POLSKI DOM!
Nie wystarczy mówić "tylko ja mówię prawdę", o tym musi się przekonać ten, przed kim to się mówi bo inaczej to wychodzi ta trzecia góralska.
Co z tego, że se będę trąbić "tylko ja mówię prawdę, tylko ja, contessa !... Trąbieniem nie przekonam nikogo. Najwyżej dowiem się, że jestem szurnięta.
Ooooo, i to - qrczę - faktycznie będzie prawda. Nawet jeśli z jakiegoś, tylko mnie znanego powodu tego nie potwierdzę.
Pozdrawiam.
- to brzmi jak niezłe antyhasło ;)